Kompleks wielkiej obudowy i ledów, czyli o dojrzewaniu pececiarza

Komputery to na prawdę piękne urządzenia. Pomijając fakt tego ile obliczeń mogą zrobić w ciągu sekundy (co kiedyś było nie do pomyślenia) i jak usprawniły nasze życie w każdym aspekcie, są piękne z uwagi na aspekt czysto wizualny.

Doskonale pamiętam jak w drugiej klasie gimnazjum złożyłem pierwszy komputer do gier. Jakaś dwurdzeniówka AMD, 4 RAMu i Radeon HD4850 (swoją drogą najlepszy sprzęt w klasie). Jak na tamte czasy były to całkiem niezłe podzespoły, a zapakowane były w zwykłą, czarna obudowę z aluminiowym frontem i z niebieskim podświetleniem przycisków. Wtedy kompletnie nie zastanawiałem się nad designem, bo skrzynka i tak stała obok biurka i nikt nie zwracał na nią uwagi, miała po prostu działać, a nie wyglądać. Może nie brałem pod uwagę wyglądu obudowy jeszcze z jednego względu – jakbym powiedział rodzicom, że chcę wydać 300 zł na „aluminiowe pudełko” do podzespołów, to chyba by się puknęli w czoło i popatrzyli na mnie z politowaniem.

Minęło kilka lat i mniej więcej w okolicach 2015 roku władowanie swoich komponentów w ładne i wyróżniające się opakowanie stało się sztuką. Paski ledowe, obudowy z dobrej jakości metalu, panele boczne ze szkła hartowanego stały się nieodłącznym elementem sceny esportowej i pokoju każdego młodzieńca zafascynowanego grami. Ten sam los spotkał wszelkie peryferia związane z graniem. Słuchawki, myszy, klawiatury… Jeśli nie mają podświetlenia, (a najlepiej RGB) to rodzicu lepiej nie podchodź z taki paździerzem do swojego nastoletniego dziecka. Przerost formy nad treścią i agresywny marketing? Pewnie tak. Młody gracz zdecydowanie bardziej będzie zadowolony z kolorowego gryzonia lichej jakości, niż półprofesjonalnej, dobrej myszki używanej przez zawodowców. Nie ukrywam, sam kupując obudowę 4 lata temu wybrałem taką (Zalman Z3) z pięcioma wentylatorami i ledami pod siatką na przednim panelu, ale teraz, hmm… priorytety się trochę zmieniły.

Przy budowaniu mojego aktualnego sprzętu wybrałem obudowę Brutus M10 Pure Black marki Silentium PC. Była to obudowa typu middle tower, znacząco mniejsza od poprzedniego Zalmana. Trzymanie takiej obudowy w pokoju było o niebo wygodniejsze, niż wielki kloc psujący estetykę całego wnętrza. Niedawno zaczęły mnie drażnić wentylatory. Wiem, ze brzmi to jak nerwica natręctw, ale dwa wiatraki zamontowane w obudowie nie pozwalały mi się na niczym skupić, burzyły moje feng shui Aktualnie moja filozofia obcowania z elektroniką jest ukierunkowana w urządzenia małych rozmiarów, bez przepychu i dodatkowych bajerów. Dlategooo… dziś nabyłem model Brutus Q20 Black także  marki Silentium PC. Obudowa jest mała, zgrabna, w czarnym kolorze. Jedynymi światłami są te po przyciskiem włączania, a sama skrzynka nie posiada wentylatorów. Zero siatek, filtrów przeciwkurzowych – sam metal. Obok Xboxa One S i PlayStation 4 prezentuje się świetnie. Wchodząc do pokoju nie mam wrażenia taniego kiczu stojącego na biurku, a widzę schludny, dojrzały sprzęt, który nie razi mnie w oczy.

Jeśli ktoś lubi kolorowe zabawki z ledami to spoko, ale jedyne skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy, to kolorowe koraliki na szprychach kół rowerowych, które były modne pod koniec lat ’90. Kiedyś wyznacznik lansu, a teraz muszę się przejść po pokoju z żenady jak o tym pomyślę.