Rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady – Firewatch

O powyższej grze słyszałem wiele. Że historia, że soundtrack, że klimat, że wszystko idealne tylko szkoda, że można przejść grę w 5 godzin. Nie będę ukrywał, pokusa aby od razu kupić grę była duża, ale kurczę 70 złotych? Naprawdę szanuję developerów, wiem że robienie gry to nic taniego ani prostego, ale cena mnie trochę zbiła z tropu. Czy to Steam czy Xbox czy PlayStation cena była wszędzie taka sama. Nagle nadeszła letnia wyprzedaż gier na platformie Valve, i obok tej gry w cenie 17 polskich złotych nie mogłem przejść obojętnie. Stwierdziłem, że skoro rozgrywka wystarcza na 4-5 godzin to łyknę ją za jednym zamachem. I wiecie co? Nawet nie musiałem się specjalnie zmuszać żeby ją skończyć w jeden wieczór, bo gra jest świetna!

Dlaczego warto?

„Firewatch” opowiada o historii mężczyzny, który pewnego dnia postanawia porzucić dotychczasowe życie w mieście i zostać osobą wypatrującą pożarów w parku. Jest to tytuł liniowy fabularnie. Możemy wybierać jedynie ścieżki dialogowe podczas rozmów z naszą znajomą z pracy, którą znamy tylko z głosu w krótkofalówce. Sama gra posiada grafikę stylizowaną na kreskówkową. Mocno zarysowane kształty, kanciaste kamienie i mało skomplikowane tekstury czy cienie. Na pierwszy rzut oka stylistycznie zaleciało mi Team Fortress 2 (co nie jest wadą). Muzyka zmienia się wraz z fabułą gry, więc idealnie tworzy klimat danych scen wraz z obrazem. Wraz z postępem wydarzeń otrzymujemy kolejne mechaniki wędrowania po lesie, co pozwala na eksplorację wcześniej niedostępnych terenów. Przeszukując tereny i pędząc z punktu A do punktu B miałem wrażenie, że te widoki i dźwięki to ulga dla mojego umysłu po pracowitym dniu.

A co było nie tak…

Posłodziłem, to teraz co było nie tak. Za cenę 70 złotych na pewno nie polecę tej produkcji, bo za tyle, możemy mieć 2 miesiące Netlixa z serialami/filmami, które też zaserwują nam dobrą opowieść i zbudują napięcie. Bardzo często miałem okazję utkwić w martwym punkcie, bo nie wiedziałem co mam robić lub ustawiłem się pod złym kątem i nie pojawiła się opcja interakcji z jakimś przedmiotem. Chwilami gra polegała na przesuwaniu się co milimetr i patrzeniu czy tutaj może pojawi się możliwość akcji. No i zakończenie, ech zakończenie… Jestem zawiedziony zwieńczeniem historii, bo zapowiadało się bardzo dobre. Czułem się jakby znajomy zaczął opowiadać mi super historię zarysowując tło fabularne i wszystkie szczegóły, a puenta okazałaby się słabsza niż się spodziewałem. Aaa, wiem też, ze Polska jest jeszcze krajem trzeciego świata dla niektórych wydawców, więc jeśli ktoś chce spolszczenie do tej gry to proszę bardzo >LINK<

Podsumowanie

Nie mam zbyt dużo do powiedzenia o tej produkcji, bo jest na tyle krótka, że nie zdążyłem się w nią wgryźć. Na pewno chciałbym aby była dłuższa, bo gra zapewnia nam rozrywkę na jeden wieczór opowiadając ciekawą historię, która z każdą minutą staje się jeszcze bardziej zawiła i nieprawdopodobna. W pewnym momencie sami zaczynamy wątpić czy to w ogóle jest realne czy to sen? Klimat tej gry sprawia, że sami mamy ochotę zaraz wziąć plecak, termos, kilka książek i zatrudnić się na jakiś czas na pustkowiu aby pobyć sam na sam ze sobą. Ale dobra historia to nie wszystko i zakończenie pozostawi u mnie mały niedosyt. Jeśli ktoś akurat się nudzi i ma wolny wieczór i chce się odprężyć, to po czasie spędzonym z grą „Firewatch nie powinien był zawiedziony.

Dodaj komentarz