Internet na wyjeździe – powrót do przeszłości

Krótka retrospekcja

Doskonalne pamiętam jak to wyglądało 10 lat temu. Internet stawał się oraz bardziej powszechny. Dzieciaki grały w gry przeglądarkowe, rodzice śledzili Wirtualną Polskę, Onet, a czasem zakładali nawet konto na Naszej Klasie, a młodzież aktywnie korzystała z portali społecznościowych i forów. Na YouTube królował SooldierPL ze swoimi „Wielkimi Mixami YouTube”, Damianero kręcił jedne z pierwszych vlogów w Polsce, a Niekryty Krytyk był jeszcze zabawny.

Internet bez limitu w Twoim domu

W okolicach drugiej klasy gimnazjum moi rodzice podpisali pierwszą umowę na stałe łącze. Co prawda znajomi już wcześniej mieli internet w domach, ale umówmy się, że prędkości na poziomie 256 kb/s nie były szalone, więc nie miałem czego żałować. Jako nastolatek czułem jak otwierają się przede mną nowe możliwości. 2 Mb/s to było coś! Miałem wrażenie jakby strony ładowały się w oka mgnieniu. Film na YouTube w FullHD? Pstryk i masz! Google grafika? Cyk! Wszystko załadowane.

Od tamtego czasu jesteśmy przyzwyczajeni do stałego wzrostu prędkości internetu i szybkie przesyłanie danych nie robi już na nikim wrażenia. Można nawet powiedzieć, że momenty gdy musimy czekać na załadowanie strony powodują pulsowanie żyłki na skroni i wzrost ciśnienia.

2 Mb/s w 2018 roku?

Jadąc na mniej zurbanizowane tereny podczas urlopu czy odwiedzając znajomych na wsi nie zwracamy uwagi na to jak będzie działać internet. Wyobrażamy sobie, że gdy pojedziemy daleko od domu, jedyne co się będzie liczyć to lasy, jeziora, natura i czas spędzony z przyjaciółmi. Okeeej, racja, przez pierwsze dni faktycznie można zachłysnąć się wolnością. Ale powiedzmy, że chcesz sprawdzić maila, a tu nie ma w okolicy nawet 3G. Net w telefonie nie istnieje, bo ledwo możesz złapać zasięg do rozmów o ładowaniu stron nie wspominając. Pozostaje internet w domku letniskowym, ale tutaj też nie jest idealnie. 2 Mb/s… Macie ochotę na film ze znajomymi, ale przez Wi-Fi pobiera się 12 godzin? Trudno, trzeba go odpalić w biedaHD. Może chciałbyś komuś wysłać filmik z widoków górskich? Nope, nie tym razem.

Nie chcę wyjść na nerda, który nie może wytrzymać bez internetu tygodnia czy dwóch, ale bycie online, posiadanie filmów, muzyki „na już” jest nieodłączną częścią naszego życia. Serwisy streamingowe typu Netflix, Spotify czy Twitch tylko to potwierdzają. Czy powiedzenie „bez internetu jak bez ręki” będzie przesadą? Raczej nie. Powiecie, że ludzie są uzależnieni od social media i internetu, a kiedyś  było lepiej i społeczeństwo staje się wyizolowane? To ja powiem, że przed erą bycia online, ludzie mieli książki, walkmany, czasopisma, telewizję i nic się nie zmieniło.

Ciekawie jest spojrzeć z dystansu na to jak ta sama prędkość przesyłu danych funkcjonuje dziś i dekadę temu. Kiedyś był to szczyt marzeń niektórych osób, a teraz nerw mnie szarpie jak mam wokół siebie mniej niż 10 Mb/s. Widać też jak obszerniejsze w dane stały się strony internetowe, a czasy filmów 360p już dawno minęły. Cieszmy się więc z tego w jakich czasach przyszło nam żyć i nosimy w kieszeni to co kiedyś stało na biurku w domu.

Dodaj komentarz