„Dexter” – Uczłowieczenie mordercy

Tak, tak… Jak zapewne wiecie, nie chodzi o „Laboratorium Dextera”, kreskówkę o małym, rudym chłopcu i jego przerośniętej siostrze. Ten wpis będzie o serialu, który był pierwszym tytułem jaki obejrzałem w całości i przełamał moją niechęć do telewizyjnych tasiemców.

Seriale? Przecież to szajs.

Z takim przeświadczeniem żyłem słuchając o tym jak znajomi jarają się „Housem” czy „Supernatural”. Forma serialu była dla mnie niczym innym jak rozciągniętym filmem, gdzie po drodze od początku do końca fabuły powtykane są randomowe wątki i nieprawdopodobne „plot twisty”. Byłem święcie przekonany, że to rozrywka dla plebsu, a cała szlachta czyta książki i ogląda filmy. Sam do tej pory oglądałem jedynie seriale puszczane w telewizji, śledząc co trzeci czasem co czwarty odcinek nie zwracając zbytnio uwagi na ogół wydarzeń. Był to raczej zapychacz grający w tle do kotleta czy podczas sprzątania, niż coś na czym się skupiałem. Poza tym wchodząc w spis odcinków i widząc 6 sezonów po 15 epizodów każdy, od razu nie chciało mi się obejrzeć nawet odcinka pilotażowego.

Nudzę się! A może „Dexter”?

Mam w swojej rodzinie wujka, który jest kierowcą ciężarówki. Z racji częstego nadmiaru wolnych godzin spędzanych w kabinie słucha audiobooków i ogląda seriale. Zaczęły się wakacje i nie miałem zbytnio pomysłu co zrobić z tym wolnym czasem. Grać mi się nie chciało, niektórzy znajomi pisali jeszcze część matur, a do pracy szukali ludzi od lipca, a była połowa maja. Akurat zdarzyło się tak, że spotkałem się ze wspomnianym członkiem rodziny i zaczął mi opowiadać o tym co obejrzał. I tak pojawiły się tytuły pokroju „Breaking Bad” czy właśnie „Dextera”. Stwierdzając,  że w sumie dlaczego by nie spróbować, odpaliłem pierwszy odcinek serii o mordercy wypranym z emocji.

Ale to dobre!

Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty. Uff! Pięć odcinków obejrzanych na raz. God damn it, chcę więcej! Dexter Morgan jest seryjnym mordercą i wiemy to już od pierwszego odcinka. Główny bohater pracuje jako analityk śladów krwi na posterunku policji w Miami. Zarówno jego zawód jak i hobby, czyli pływanie jachtem po pobliskiej zatoce pomagają mu w tuszowaniu zbrodni. Fakt pracy w takim miejscu i działanie w sposób sprzeczny z prawem tylko wzmagają w Dexterze coraz bardziej kreatywne wymówki i sposoby krycia swojego hobby przed kumplami z pracy i przełożonymi.

Pomyślicie „Pfff! Serial o mordercy? Dlaczego mam oglądać jak jakiś facet zarzyna innych ludzi?”. Nasz Pan analityk jest na tyle ciekawą postacią, że zabija tylko tych „złych” ludzi, ponieważ ma swój kodeks, który jest odpowiedzią na wszystko w razie wątpliwości. Najpierw tygodniami śledzi życiorys ofiary, jej plan dnia, co robi i szuka niezbitych dowodów na to, że śmierć, bolesna śmierć to jedyny wyrok dla osoby krzywdzącej innych.

Jak część morderców tak i nasz zbiera trofea po swoich zdobyczach. Nie są to kości czy zęby, a krople krwi uwięzione między dwiema taflami szkiełek mikroskopowych. Wszystkie zdobyte w ten sposób elementy zamknięte są w stylowym, drewnianym pudełku co tylko pokazuje jakim estetą jest główny bohater.

Przechodząc przez kolejne sezony będziemy poznawać nowe ofiary i ich historie, ale także życie głównego bohatera. Jest on osobą pozbawioną empatii i uczuć, a swoją zimnokrwistość tuszuje wyuczonymi gestami i wymuszonymi kontaktami z innymi ludźmi. Po jakimś czasie w umyśle naszego protagonisty zaczynają się pojawiać dylematy odnośnie moralności oraz dobra i zła. Zaczynają kiełkować takie uczucia jak miłość, troska i tęsknota. Serial ewidentnie bawi się konwencją znaną chociażby z „Milczenia owiec”, gdzie z jednej strony czujemy niechęć do bohatera widząc jego czyny, ale patrząc na charakter jesteśmy nim zafascynowani i go lubimy.

Szczerze, mogę polecić każdemu cztery pierwsze sezony, a to czy wkręcicie się w kolejne zależy już tylko do Was. Przestrzegam tylko osoby z wrażliwą psychiką, aby uważały, bo sam po obejrzeniu całości chodziłem z przeświadczeniem, że ktoś idący za mną zaraz skróci mnie o głowę. Mam nadzieję, że polubicie ten serial (i fantastyczny opening) tak jak ja.

Cya!

Dodaj komentarz