Gadżeciarstwo – jak sobie z tym radzić?

Przyaznaję, jestem gadżeciarzem i słyszę to parę razy w miesiącu. „Kochanie, patrz jakie słuchawki kupiłem” – „Po co Ci, przecież masz dwie pary?”. „Skarbie, czy nie myślisz, że przydałby się nam nowy fotel gamingowy?” Itd., itd… Wchodzi coś nowego na rynek? Cyk! – technikalia na stronie internetowej przeczytanie, oczekiwanie na premierę, a potem testy. Tylko skąd się w ogóle bierze takie parcie? 

Moje pieniądze, moja sprawa.

Zapewne każdy z nas będąc dzieckiem miał masę sytuacji, gdzie padał na sklepową podłogę i niczym wilkołak wył w stronę twarzy rodzica: „MAAA-MOOO, KUUUP MI TOOOO!”. Część rodziców się zapewne uginała (zazdro), a część dbając o to aby nie rozpieścić dziecka tłumaczyła dlaczego nie może kupić tego produktu. Gdy dorastamy i zaczynamy posiadać własne pieniądze czasem coś w nas pęka „Fuck yea, w końcu mogę kupić co mi się tylko podoba!” i dajemy się ponieść fantazji.

Tak więc odkąd zacząłem sam na siebie zarabiać polubiłem to uczucie, że jeśli mam pieniądze i chcę coś mieć to idę i kupuje. Nie muszę wystawiać czegoś na Allegro, prosić babci i rodziców. Po prostu kupuję. Największą chęć mam zazwyczaj na kupno nowego smartfona. Co tydzień premiera! Setki firm. Budżetowce, średniaki, flagowce. A nie, nie, jakieś pół roku po flagowcach wychodzą jeszcze uberflagowce, żeby posiadacze najnowszych modeli kupili jeszcze nowsze. I tak w koło Macieju. Lepszy aparat, AMOLED, 4K ULTRA HD, procesor Qualcomm, 16 GB RAMu…

Potem patrzę na swojego iPhone’a z grubymi ramkami i nienajnowszymi podzespołami i myślę o zmianie telefonu. Teraz problemem jest półka cenowa, marka, kolor, rozmiar. Im więcej czytasz, tym bardziej wątpisz. Zamykasz stronę internetową, wracasz do domu, patrzysz na swojego smartfona i zadajesz pytanie: „Czy faktycznie potrzebuję czegoś lepszego?”  

 Weryfikacja potrzeb.

Po takim filozoficznym pytaniu dochodzę do wniosku, ze nie. Z telefonu dzwonię, piszę na komunikatorach, robię zdjęcia, oglądam jutuba i koniec. Czy lepsze zdjęcia nocą, cieńsze ramki, lepszy ekran są warte pakowania się w kolejny kredyt, albo wydawania kolejnych trzech tysięcy? Według mnie – nie. Pamiętam jak dziś: kupowałem iPhone’a SE. Łaaaa, nagrywanie w 4K! Szok, mózg rozjebany. „Jak ja mogłem do tej pory nagrywać tylko w FullHD?” – myślałem. Teraz fun fact – w przeciągu półtora roku użytkowania wideo kręciłem nim 3 razy i to nie w 4K bo po co mi to?  Ficzer, którym się jarałem przy zakupie okazał się mi kompletnie niepotrzebny.

Chęć zmiany pojawia się nie wredy, gdy uznajemy, ze nasz sprzęt jest za słaby, a tam gdzie mamy porównanie i wiemy, ze na rynku istnieją modele lepsze od naszego. Popadamy w sidła technikaliów myśląc, że posiadając super optykę w telefonie będziemy fotografem, albo gwiazdą jutuba czy Instagrama, a jeśli telefon ma głośniki stereo to rozkręcimy każdą imprezę. Jeśli ktoś ma hajsu jak lodu, to jasne że kupi świeżaczka zaraz po premierze. Jeśli zaś są ludzie tacy jak jak, którzy chcą mieć smartfona w najlepszym stosunku ceny do jakości, to na Boga nie kupujcie telefonów tylko dlatego, że są nowsze. Nie dajmy się ogłupić reklamom i wykreowanej przez producentów potrzebie zmiany swojego sprzętu, plis.