Czy odtwarzacze MP3 mają jeszcze sens?

Wydawałoby się, że w związku z posiadaniem smartfona przez większość osób na świecie temat przenośnych odtwarzaczy ucichł. Nie dość, że aktualne sprzęty mają kilka lub kilkanaście razy więcej miejsca na pliki, niż stare „empetrójki” to dodatkowo mamy masę usług streamingowych, więc aby posłuchać piosenek nie musimy ich mieć nawet na karcie pamięci. Po co w takim razie mielibyśmy kupować tytułowy relikt przeszłości?

Tak na początek

Pierwszy odtwarzacz plików muzycznych kupiłem jakoś w piątej klasie szkoły podstawowej. Było to urządzenie marki Thomson, a nazywało się Lyra. Byłem mega podjarany, bo po pierwsze jako jedyny ze znajomych miałem aż 258 MB pamięci wewnętrznej, a po drugie miałem wysuwane złącze USB z wnętrza urządzenia, a nie zatykane jakimś dziadowskim klipsem, który każdy gubił.  Po dwóch latach elektronika poszła do przodu i nabyłem w zastępstwie najlepszy sprzęt ever – Creative Zen Stone Plus. To było coś! 2 GB pamięci, radio, kompaktowy rozmiar, zewnętrzny głośnik. Byłem z niego mega zadowolony do czasu. Po kilku cudownych latach z tym dziełem chińskich inżynierów zostawiłem go w autobusie i pojechał w swoją ostatnią podróż. Zastanawiałem się czy nie kupić nowego, no ale już wtedy w telefonach były montowane sloty na karty microSD, więc mijało się to z celem.

Dlaczego jednak zdecydowałem się na iPoda w 2016 roku?

Część z Was powie, ze dla lansu – otóż nie. Tak jak wspominałem odkąd w telefonach zaczęły pojawiać się pamięci rzędu 2 GB, a dodatkowo możliwość rozbudowy kartą SD zrezygnowałem z kupna odtwarzacza. Dźwięk na słuchawkach podpiętych do telefonu był bardzo podobny, a nie musiałem taszczyć ze sobą dodatkowego urządzenia. Te 8 lat temu sprzęt elektroniczny trzymał po kilka dni na jednym ładowaniu, wiec to czy naładuje baterię raz na 3 dni czy na 2 dni (bo będę słuchał muzyki) nie robiło mi żadnej różnicy. Schody zaczęły pojawiać się po przesiadce na pierwszego smartfona. W telefonach z dotykowym ekranem baterie działają znacznie krócej niż w tradycyjnych urządzeniach z uwagi na lepsze parametry i gigantyczne jak na tamte czasy ekrany. Typowy smartfon trzyma po wyjęciu z pudełka około 24 godziny na jednym ładowaniu. Wartość ta zmniejszać się będzie wraz z czasem na skutek eksploatacji baterii. Są oczywiście telefony, które mogą przeżyć nawet dwa dni na jednym cyklu, ale jest to rzadkość. Słuchając muzyki na smartfonie miałem ciągle myśl z tylu głowy „Ciekawe do kiedy wystarczy bateria?”. Komunikat: „Pozostało 10% akumulatora”. I teraz pytanie, słuchać dalej czy wyłączyć, bo co jeśli ktoś będzie się dobijał, a bateria padnie? To był aspekt każdego dłuższego wyjścia na miasto.

Miałem dość problemów z baterią w telefonach i kupiłem iPoda Shuffle. Wcześniej sporo słyszałem o tych urządzeniach, ale sam nigdy nie kupiłem. Byłem troszkę skonsternowany, bo 200 zł za MP3 z 2 GB wyprodukowane pod szyldem  Apple wydawało mi się grubą przesadą. Niestety, ale chęć kupna nieużywanego sprzętu (a odtwarzaczy na rynku jest jak na lekarstwo) skłoniła mnie do podjęcia rękawicy i ryzyka wybierając „japko”. To co najbardziej mnie urzekło to bardzo mały rozmiar urządzenia i nieprzerwane działanie do 12 godzin. Właśnie tego szukałem! Nie martwiłem się wychodząc z domu rano czy wieczorem będę mógł słuchać jeszcze muzyki. Mniej miejsca na piosenki skłoniło mnie do wgrania tylko tych ulubionych kawałków, a nie jak to bywało na telefonie wgrywałem na kartę albumy jak leci, a potem nie odtwarzając ich przez lata.

Kto powinien się zastanowić nad zakupem?

Osobom, które słuchają muzyki cały czas, a czasami zapominają naładować telefonu mogę gorąco polecić takie rozwiązanie. Poza tym, biegacze i kolarze też na pewno będą zachwyceni, bo o wiele łatwiej jest coś przełączyć na małym urządzonku przypiętym do kawałka koszulki niż wyjmować sporo cięższego smartfona z kieszeni czy opaski na bicepsie i tracić przez to czas i nerwy. Także szansa, że odtwarzacz MP3 przypadkowo wyzionie ducha, gdy gruchnie o asfalt jest o wiele mniejsza, niż mogłoby to być w przypadku smartfona, który przy spotkaniu pierwszego stopnia z ziemią nadaje się do naprawy lub wymiany. Użytkownicy sprzętu z tego wpisu wydają się teraz niszą, która ceni w sobie wygodę i swobodę, odrzucając na bok „smart” wodotryski. Smutnym faktem jest to, że chyba jedyną firmą, która obecnie produkuje sensowne odtwarzacze jest SanDisk, więc wyboru zbytnio nie ma, ale cóż zrobić skoro wszystko dąży do tego abyśmy korzystali z jednego urządzenia, które będzie dla nas telefonem, komputerem i odtwarzaczem muzyki?