Samsung boi się testować portfele swoich klientów

Z każdym kolejnym rokiem przyzwyczajamy się do coraz wyższych cen flagowców. Z utęsknieniem można wspominać ceny takiego iPhone’a 4S (2 699 zł) lub LG G3 (2 199 zł), które były swego czasu technologicznymi perełkami w dość niewygórowanej cenie. Teraz  na sprzęt z najwyższej półki trzeba wydać średnią, krajową pensję. Czy to aby nie za dużo? Zerkniemy jak na tym tle wypada najnowszy, dziewiąty notesik z Korei.

Firmy nie są dla klientów, a dla zysku

Kto kiedyś uczył się ekonomii wie, że sensem istenienia każdego przedsiębiorstwa jest maksymalizacja zysku, czyli sprzedaż jak najmniejszej ilości urządzeń za jak najwyższą cenę. Byłem wiec przekonany, że tegoroczny „rysikowy” flagowiec koreańskiego koncernu przebije ceną iPhone’a X – myliłem się.

Sam czasami zapominam, że za logami wielkich korporacji nie kryją się pasjonaci i hobbyści (jak to bywa na początku istnienia marki), którzy chcą zrewolucjonizować świat, a wyrachowani księgowi chcący sprzedać najlepiej ten sam produkt kilka razy w postaci remasterów, edycji specjalnych itd. Przykład niezmiennej bryły iPhone’a od 6 (2014) do 8 (2017) jest najlepszym przykładem.

Nie tak chciwy jak inni

Samsung chce być dobrym wujkiem, który nie potraktuje Klientów tak złowrogo jak Apple rzucając zaporową cenę 4979 zł za najlepszy telefon z oferty w podstawowej wersji. Kwota jaką musicie wydać na Galaxy Note 9 jest identyczna jak ubiegłoroczna cena Note’a 8 czyli 4 299 zł. Wśród galopujących cen flagowców konkurencji, stabilna cena najnowszego Note’a pokazuje brak pewności producenta co do wierności fanów. Apple już dawno pozbyło się skurupułów i leci z ceną ile może dodatkowo wypuszaczajac różne wersje pamięciowe tego samego modelu (SGS6, pamiętamy :,).

Producenci, przystopujcie z cenami

Ceny nowych generacji smartfonów rosną średnio jakieś 300 zł w ciągu dwóch lat co dość solidnie wpływa na portfele Polaków. Jesteśmy na takim pułapie cen, że można wybierać między dobrym ultrabookiem lub gamingiem, gdzie po drugiej stronie barykady czai się najnowszy higieny-endowy telefon. Gdzie jest ta granica, której cena przekroczyć nie może, a klient głosując portfelem odwróci się na pięcie? Tego jeszcze nie wiemy, ale czekam z utęsknieniem na ten moment.

Wracając do N9, cieszę się wraz z fanami Samsunga,  że nie nadwerężą swoich portfeli tak mocno jakby mogli się tego spodziewać. Logicznie myśląc, 4,3k za „telefon” to sporo, ale nie zapominajmy, że Note dziewiąty to sprzęt dla biznesmenów. Tacy ludzie często są w ciągłym biegu między różnymi spotkaniami w różnych miastach, a ich głównym i jedynym sprzętem roboczym jest właśnie smartfon. Trzeba tez dodać, ze Note 9 ma wbudowanego DEXa, czyli w razie potrzeby stworzenia atrapy peceta pan w garniturze także sobie poradzi.

Jeżeli ludzie kupują do biznesuThinkPady, MacBooki czy XPSy za kilkanaście tysięcy, to czy smartfon z multum funkcji (w tym z rysikiem) za ponad 4 tysiące to dużo? Myślę, że nie bo tutaj zaciera się granica między gadżetem, a inwestycją.