Pierwsza gra, którą przeszedłem więcej niż raz – Wiedźmin 3: Dziki Gon

Nigdy nie rozumiałem ludzi przechodzących tę samą grę kilka razy. Jestem w stanie zaakceptować multiplayery, w które gramy dla rywalizacji, a same tytuły sieciowe są najczęściej pozbawione fabuły. A co z wróceniem po jakimś czasie do takiego „Grand Theft Auto” czy „Assassin’s Creed” dla zbierania znajdziek lub upgradowania na maxa swojej postaci? Raczej spora strata czasu. Za to nic nie przebije ludzi grających w tę samą grę kolejny raz od początku. Czaicie, znacie już historię, wszystkie zwroty akcji i przychodzicie to jeszcze raz. Okej, gdy ktoś ogrywa dany tytuł po pięciu, dziesięciu latach dla odświeżenia serii, dla wspomnień, lecz zdarzają się pasjonaci grający ponownie od razu zaraz po przejściu gry.

Wybór ma znaczenie

Ostatnimi czasy dobrym argumentem do zakupu konkretnej gry jest obietnica możliwości wpływu na otoczenie i fabułę swoimi decyzjami. „Life is Strange”, „Detroit: Become Human” i właśnie trzecia cześć „Wiedźmina” – wszystkie wymienione gry posiadają nieliniową fabulę i różne zakończenia. To właśnie między innymi ten aspekt skłonił mnie do umieszczenia płyty z wizerunkiem wilka w napędzie raz jeszcze. Wiadomo, że grając w singla „Call of Duty” czy „Raymana”, każda rozgrywka będzie wyglądać [niemal] identycznie. Pytanie, po co mam przechodzić grę skoro wiem, jak potoczy się fabuła? Nie wiecie? Ja też nie. Przy drugim podejściu do dziecka CDPR, „Dziki Gon” zaskakiwał mnie mnogością wyborów, których wcześniej nie dokonałem (lub nie mogłem dokonać) począwszy od tak oczywistych jak Triss czy Yennefer, a skończywszy na wyborach w teorii błachych, a mających silny wpływ na losy innych postaci w późniejszej części rozgrywki.

Bo w grach liczy się fabuła

Gracze dzielą się na kilka frakcji. Jednym z podziałów jest obóz „grafika jest najważniejsza”, a przeciwstawny „kluczowa jest dobra fabuła i historia”. Oczywiście ani jedna, ani druga grupa nie ma racji w 100%. Grałem zarówno w wizualne cudo jakim był (i nadal jest) „Crysis” dla samego jarania się grafiką, lecz zarazem mimo pixelowej oprawy „Super Meat Boy” także sprawiał mi dużo frajdy. Jednak nie oszukujmy się, jeśli chodzi o czerpanie przyjemności wraz z kolejnymi podejściami do danej produkcji, to na pewno tytuły z ciekawą i angażującą historią są lepszym wyborem, niż te z ładnymi teksturami. Ta sama grafika parę lat później nie będzie wywoływała już efektu „WOW!”, a dobry scenariusz obroni się sam.

Prosto do celu

Grając pierwszy raz w trzecią odsłonę przygód Geralta, historia wchłonęła mnie tak bardzo, że ciągle gnałem przed siebie. Poboczne questy? Zlecenia wiedźmińskie? Nieodkryte znaczniki na mapie ? Gwint? Meh, to nie dla mnie. Szybka podróż i myk do kolejnej lokacji. Bazując na wspomnieniach z innych gier, byłem przekonany, że to zwykle wydmuszki, a sam „core” gry to główna linia fabularna. Podchodząc do „Wieśka” drugi raz, wypełniając zadanie po zadanianiu, zbierając karty i znajdując wszystko co się tylko da bawiłem się o niebo lepiej. Ba, za pierwszym razem podstawka z dodatkami zajęły mi około 120 godzin, teraz przejście samej części podstawowej wchłonęło mnie na ponad 100 godzin. Reasumując, aktywności poboczne w „Dzikim Gonie” dają nam rozrywkę na taki sam czas jak główny wątek, więc nie warto z nich rezygnować.

W co zagrać po raz drugi?

Oprócz gier wymienionych powyżej najczęstszymi gatunkami będą tytuły RPG i strategie, gdzie sposób wykonania questa czy obrana taktyka w czasie bitw zależy tylko od nas. W przypadku gier akcji/przygodowych trzeba zwrócić uwagę na to czy siadając kolejny raz do tej gry mamy możliwość odkrycia czegoś nowego, czego nie mogliśmy zrobić za pierwszym razem. Jeśli wszystko miałoby wyglądać tak jak wcześniej, to stanowczo odradzam, chyba że dysponujecie nadmiarem wolnego czasu.