Zabójca „flagship killersów” – Pocophone F1 by Xiaomi

Nie ma co ukrywać, ale lata prawdziwych „zabójców flagowców” dawno minęły. Oneplus, Xiaomi, Huawei… Między innymi te trzy marki weszły szturmem na rynek oferując topowe podzespoły w niewygórowanej cenie. Modele flagowe tych producentów pozbawione były udogodnień, które były zbyteczne dla większości użytkowników. Odejmijmy wodoodporność, ładowanie bezprzewodowe, ekran o kosmicznej rozdzielczości i cena już spada do pułapów nieprzyprawiających o ból głowy osobę zarabiającą średnią krajową.

Jak uczy nas historia na wielu polach, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dorzućmy AMOLEDa, ponadprzeciętny aparat, parę reklam z Lewandowskim i cena z roku na rok rośnie. Jest to oczywiście logiczne zachowanie, bo żadna firma nie istnieje po to aby robić produkty jak najmniejszym kosztem, a liczy się zysk. Tak więc kolejne marki zapominały, co było ich „rdzeniem” na którym się wybiły i najlepsze modele z oferty nie kosztują już 1 500 zł, a ceny zaczynają się od 2 500 zł w górę. Jako, że w przyrodzie nic nie ginie, to na miejsce tych marek wchodzą nowe, oferujące telefony w dobrym stosunku cena/jakość.

Więc co to ten Pocophone?

Kojarzycie markę Honor? Jak zapewne część z Was wie, jest to marka stworzona i rozwijana przez Huawei. Pocophone jest właśnie takim nowym dzieckiem znanej i lubianej marki Xiaomi. Chińczycy spod znaku wielkiego „X” postanowili przypomnieć fanom co było ich myślą przewodnią na początku istnienia oraz zapragnęli udowodnić, że tegoroczny flagowiec może kosztować 1 499 zł.

Fun fact #1: Podążając za mottem Chińczyków, „aby tworzyć rzeczy duże trzeba rozpocząć od tych małych” i słowo „poco” oznacza właśnie „mały”. Chciałoby się powiedzieć „mały ale wariat”, ale nie powiem tego, bo wydaje się to dość żenujące i zalatuje podtekstem.

Co znajdziemy w środku?

Model, który jest oferowany w aktualnej przedsprzedaży (np. w sieci x-kom) posiada procesor Snapdragon 845, 6 GB pamięci RAM i 64 ROM (UFS 2.1). Smartfon wyposażony jest w 6,18” ekran IPS LCD o rozdzielczości 2246 x 1080, który pokryty został Corning Gorilla Glass 3. Dlaczego nie AMOLED? Bo to nie jest ta półka cenowa, a można być chociaż pewnym, że ekran się nie „wypali” (Samsung, pozdrawiam). Aparat (12.0 Mpix + 5.0 Mpix z tyłu i 20.0 Mpix z przodu) z przysłoną f/1.9 jest tym samym, który spotkać możemy w Mi 8 i Mi Mix 2S, czyli jest bardzo dobrze. Z pozostałych „ficzerów” został słot na kartę microSD lub SIM, mamy złącze jack 3,5 mm do słuchania muzyki bez przejściówek, bateria o pojemności 4 000 mAh idealnie współpracuje z USB typ C oraz Quick Charge 3.0. Telefon został obdarzony zmodyfikowaną nakładką MIUI specjalnie skrojoną pod Pocophone.

Czy Xiaomi kanibalizuje swoje dzieci?

Możecie spytać, „Łukasz hola, po co Chińczycy wypuszczają telefon z flagowymi parametrami za 1 49o zł, skoro za 2 299 zł mają Mi 8, a 2 398 zł Mi Mix 2S”? Już pędzę z odpowiedzią. Moim skromnym zdaniem do nazwania jakiegoś modelu „flagowcem” nie wystarczą najlepsze podzespoły na rynku. „Szczegóły” takie jak obudowa robiąca wrażenie, wychwalany przez niektórych ekran OLED lub AMOLED, świetny aparat i chociażby NFC są niezwykle ważne i dopełniają taką konstrukcję aby była kompletna i gotowa do działania w każdej sytuacji. Jeśli więc ktoś ze chce mieć wyśmienite kolory matrycy lub będzie chciał płacić zbliżeniowo telefonem w sklepie to dołoży do Mi 8. Czy dodatkowe 800 zł jest tego warte? To już pytanie do Was.