Czy granie na konsolach jest drogie?

Tytuł tego wpisu nawiązuje do jednej z najczęstszych tez podnoszonych przez użytkowników pecetów. Parę lat temu ceny nowych gier na konsole kształtowały się w stosunku 2:1 do wersji przeznaczonych na PC. Osoba nigdy nie mająca kontaktu z produktami Sony czy Microsoftu mogła w sposób logiczny stwierdzić, że skoro dokładnie ta sama gra na komputery osobiste kosztuje 149 zł, a na konsole 249 zł, to bardziej opłaca się mieć w domu skrzynkę jako sprzęt przeznaczony do grania. Czasy się zmieniają, jak to wygląda teraz?

Polska w Unii = europejskie ceny

Przed dołączeniem Polski do grona państw Unii Europejskiej, czyli 2004 rokiem byliśmy traktowani jako część Europy Wschodniej, żeby nie powiedzieć kraj „trzeciego świata”. Podczas gdy bogate Niemcy, Francja czy Wielka Brytania mieli na swoim rynku gry za 50 euro/funtów, w naszym pięknym kraju nad Wisłą cieszyliśmy się grami za maksymalnie 100 zł. Powyżej tej kwoty sprzedawane były wydawnictwa oferujące jakąś dodatkową zawartość lub edycje specjalne. Ceny te dotyczyły jednak tylko gier na blaszaki, bo konsolowe edycje były bardziej zbliżone cenowo do tych „europejskich”. Po wejściu do Unii oprócz oczywistych profitów takich jak większa dostępność gier, polskie wersje gier bez „rosyjskiego lektora z bazaru” dostaliśmy także nowe obowiązki. Dołączyliśmy do regionu „EU” co wiązało się ze stopniowym równaniem cen do tych w reszcie Wspólnoty. Skoro ceny gier konsolowych i tak już były w miarę podobne, to kto dostał po dupie? Zgadliście, użytkownicy pecetów. Rok za rokiem ceny te rosły, aż w końcu doszliśmy do momentu gdzie cena premierowa „Call of Duty: Black Ops 4” na PC wynosi 229 zł, a na konsole 264,99 zł. Jak łatwo przekalkulować 50 zł różnicy to nie 130 zł jak to był kiedyś. Nadal ktoś powie „no ale to pięć dych stary, nie ważne ile, ważnie, że mniej”? Okej, zapraszam dalej.

Gry używane – polityka odsprzedaży

Aktualnie kupując grę na PC musimy ją aktywować na platformie wydawcy bądź sklepu. Steam, Origin, Uplay… Narobiło się tego tyle, że posiadając grę trzeba wiedzieć jakiego launchera najpierw użyć aby ją uruchomić. Aktywacja takiego produktu wiąże się z przypisaniem jej na zawsze do naszego konta, więc o odsprzedaży możemy zapomnieć. Chwila, chwila… Mówisz, że chcesz sprzedać konto? Gratuluję, tylko mało kto zechce je kupić (pomijając fakt niezgodności z regulaminem danej platformy), bo jeśli system wydawcy zauważy, że odkupiliśmy konto to je zablokuje, a poza tym odzyskanie takiego konta Steam wiąże się tylko i wyłącznie ze zgłoszeniem kradzieży do supportu i wysłaniem skanu kodu aktywacyjnego znajdującego się w oryginalnym pudełku gry aktywowanej na koncie. Jak zatem to wygląda na XBOXie i PlayStation? Grę możemy LEGALNIE odprzedać komu tylko chcemy, bo nie jest ona przypisana do naszego konta. Zasada jest prosta – masz płytę to znaczy, że jesteś jej właścicielem, a jak nie masz to jej nie uruchomisz mimo, że jest zainstalowana na konsoli. Przykładowo kupując grę za 250 zł w dniu premiery, możemy ją sprzedać po 2-3 tygodniach ze stratą około 50 zł. Konkluzja? Za zagranie w nowo wydany tytuł płacimy pięć dyszek. Tak, wiem, że są osoby kolekcjonujące pudełka, ale nie o tym dzisiaj.

P. S. Jeśli jednak kupujemy używane gry, to może okazać się, że sprzedając ją po przejściu wyjdziemy na zero, a jeśli trafimy na dobrą okazję to możemy zarobić nawet dyszkę czy dwie.

„No królu złoty, ale takie wyprzedaże na Steamie!”

Faktycznie, GabeN parę razy w roku przygotowuje świetne oferty, gdzie można w szybki i mało przyjemny sposób pozbyć się sporej gotówki z portfela. Teraz uwaga… Na konsolach też są wyprzedaże! Zdziwieni? Cóż, faktycznie, gry nabytej na takiej przecenie już nie odsprzedamy nikomu, ale „Wiedźmin GOTY” za 70 zł, czy pierwszy sezon „Life is Strange” za 15 zł to nie jest zły deal w stosunku do cen wydań pudełkowych. Myślę, że na każdej platformie ceny podczas przecen wyglądają podobnie, ale aby być obiektywnym dopowiem, że Sony zazwyczaj ma ceny najwyższe.

No to jak to jest?

Jeśli ktoś kolekcjonuje gry w gablocie, to faktycznie granie na konsolach jest nadal droższe o jakieś 20%, niż na PC. Patrząc jednak na ceny gier używanych i możliwość późniejszej odsprzedaży, konsole wychodzą nad wyraz tanio. Nie chce nikogo przekonywać do swojej racji, tylko niedoinformowanym pragnę przekazać, że tekst „nie stać mnie na granie na konsoli” jest już nieaktualny. To co, zamiast następnej karty graficznej i procka skusisz się na konsolę? Warto to przemyśleć.